Wyimaginowany chłopak? Moja ciotka się zaśmiała. Czarny SUV przyjechał. Wysiadła ochrona Secret Service. James chwycił mnie za rękę. Prezydent mnie wskazał…

„Wyimaginowani chłopacy się nie liczą” — zachichotała moja ciotka Clara, a jej głos był tak ostry, że mógłby rozbić szkło.

Wskazała drwiąco na puste miejsce obok mnie przy jej wystawnej kolacji dziękczynnej w Hamptons.

Moi kuzyni zachichotali. Zacisnęłam palce na widelcu, a moja twarz płonęła ze wstydu.

Od miesięcy mówiłam im, że spotykam się z kimś ważnym, ale dzisiaj on się spóźniał. Znowu.

„Spójrzmy prawdzie w oczy, Maya” — zadrwiła Clara, pochylając się w moją stronę. „Wymyśliłaś go sobie, żeby ukryć swoją żałosną—”

Screeech.

Ogłuszający pisk opon przerwał jej w połowie zdania.

Przez panoramiczne okna jadalni elegancki, kruczoczarny SUV typu Suburban przejechał przez idealnie wypielęgnowany trawnik, zostawiając za sobą głębokie błotniste ślady.

Zatrzymał się gwałtownie tuż przy ganku.

Zanim ktokolwiek zdążył nabrać powietrza, drzwi otworzyły się z impetem.

Wysiadło dwóch wysokich mężczyzn w perfekcyjnie skrojonych ciemnych garniturach, ze słuchawkami owiniętymi wokół szyi.

Rozejrzeli się po otoczeniu z lodowatą, wyrachowaną precyzją.

Jeden z nich trzymał dłoń nad kieszenią na piersi, a jego postawa krzyczała o śmiertelnej gotowości. Secret Service.

Śmiech mojej ciotki zamarł jej w gardle. Cała jadalnia pogrążyła się w kompletnej ciszy.

Potem otworzyły się tylne drzwi.

James wysiadł. Nienagannie ubrany, bez wysiłku przystojny i wyglądający na całkowicie wyczerpanego.

Wszedł po schodach, a agenci otaczali go niczym żywa tarcza.

Otworzył drzwi wejściowe, a jego oczy natychmiast odnalazły moje.

„Przepraszam, że się spóźniliśmy, kochanie” — powiedział James, jego głos był głęboki i spokojny.

Podszedł prosto do mnie i chwycił moją drżącą dłoń. Jego ręka była rozpalona.

„James?” — wyszeptałam, a moje serce waliło mi w żebrach. „Co się dzieje?”

Nie odpowiedział. Zamiast tego drugi agent wszedł do środka, a jego radio zatrzeszczało zakłóceniami.

„Orzeł zabezpieczony. Pakiet 2 zabezpieczony. Mamy kod czerwony. Powtarzam, kod czerwony”.

Zanim zdążyłam przetworzyć te słowa, drugi, jeszcze większy konwój opancerzonych pojazdów warknął na podjeździe.

Uzbrojeni funkcjonariusze taktyczni rozbiegli się po trawniku, zajmując pozycje obronne za drzewami.

James pochylił się, zaciskając uścisk na mojej dłoni tak mocno, że prawie zabolało.

„Maya, musimy iść. Natychmiast”.

„Iść? Dokąd?” — wyjąkała ciotka Clara, w końcu odzyskując głos, z bladą twarzą. „Kim ty jesteś?”

Nagle drzwi wejściowe otworzyły się na oścież.

Do środka wszedł mężczyzna, otoczony przez czterech ciężko uzbrojonych agentów.

Nie dało się pomylić tej twarzy — to była twarz prezydenta Stanów Zjednoczonych, zawsze otoczona ścisłą ochroną.

Nie wyglądał tak jak w telewizji; miał poluzowany krawat, a jego twarz była naznaczona czystą, lodowatą paniką.

Prezydent spojrzał prosto na Jamesa, a potem na mnie.

Wskazał mnie drżącą dłonią.

„Czy to ona?” — zażądał prezydent, a jego głos załamał się z taką pilnością, że krew zmroziła mi się w żyłach.

„James, powiedz mi, że to ona, albo wszyscy zginiemy za dwadzieścia minut”.

Co się dzieje, gdy niewinne kłamstwo mające uciec przed rodzinnym dramatem przypadkiem wciąga cię w kryzys o znaczeniu narodowym?

„Wyimaginowany chłopak” Mai nie tylko istnieje — jest kluczem do sekretu, który może doprowadzić do upadku całego rządu.

A zegar tyka.

„Tak, panie prezydencie. To Maya” — powiedział James, a jego głos pozbawiony był zwykłego ciepła.

Zanim zdążyłam nawet krzyknąć, agenci chwycili mnie za ramiona i unieśli z ziemi.

„Ruszamy, ruszamy, ruszamy!” — warknął jeden z nich.

Zostałam wyciągnięta z jadalni, obok zamrożonej ze strachu twarzy mojej ciotki, i wepchnięta do tylnej części opancerzonego SUV-a.

Prezydent i James wskoczyli zaraz za mną, zatrzaskując ciężkie drzwi.

Pojazd przyspieszył tak gwałtownie, że moja głowa uderzyła o skórzany zagłówek.

„Co się dzieje?!” — krzyknęłam, patrząc na Jamesa i prezydenta Stanów Zjednoczonych.

„James, mówiłeś mi, że pracujesz przy tworzeniu oprogramowania!”

„Skłamałem, Maya. Jestem kontraktorem zajmującym się cyberobroną dla NSA” — powiedział James, pocierając twarz z frustracją.

„A teraz ktoś ominął główny system federalny, używając twojego osobistego adresu IP”.

Moja szczęka opadła.

„Mój adres IP? Ja nawet nie wiem, jak zhakować toster!”

„Wiemy, że tego nie zrobiłaś, dzieciaku” — powiedział prezydent ponuro, patrząc na tablet wyświetlający migające czerwone ekrany ostrzegawcze.

„Ale ktokolwiek to zrobił, użył programu lustrzanego przekierowanego przez twoją domową sieć na Brooklynie.

Dziesięć minut temu uruchomili sekwencję, która blokuje systemy obrony nuklearnej kraju. To przełącznik martwej ręki.

Jeśli nie wprowadzimy fizycznego klucza obejścia — który ma tylko James — i nie połączymy go z weryfikacją biometryczną właściciela fizycznej lokalizacji routera… czyli tobą… system zgaśnie”.

„A jeśli zgaśnie?” — wyszeptałam, czując zimny pot spływający po karku.

„Stracimy kontrolę nad własną przestrzenią powietrzną” — powiedział James, patrząc przez okno. „I właśnie zgubiliśmy eskortę”.

Spojrzałam przez tylną szybę.

Pojazdy eskorty zniknęły.

Nagle głowa kierowcy odchyliła się do tyłu. W jego szyi tkwiła mała, cicha strzałka.

SUV zaczął gwałtownie zjeżdżać po całej szerokości autostrady.

„Kierowca nie żyje!” — krzyknął agent siedzący z przodu, chwytając kierownicę, ale nagle ogromna czarna ciężarówka dostawcza uderzyła w nasz bok.

Szyba pękła, pokrywając się pajęczyną pęknięć.

Byliśmy spychani z drogi, prosto w barierę ochronną przy stromym zboczu.

James rzucił się całym ciałem na mnie, gdy świat obrócił się do góry nogami.

Ryk rozrywanego metalu wypełnił moje uszy.

Uderzyliśmy o ziemię z ogromną siłą, przeturlaliśmy się dwa razy, zanim pojazd zatrzymał się z potwornym hukiem na boku, w ciemnym wąwozie.

Czując zapach dymu, zaczerpnęłam powietrza, walcząc z pasem bezpieczeństwa.

Przez popękaną przednią szybę zobaczyłam latarki zbliżające się między drzewami.

Kroki. Ciężkie, taktyczne buty.

Ale nie mieli na sobie mundurów rządowych.

Mieli nieoznakowany czarny sprzęt i wyciągali pistolety z tłumikami.

James odpiął pas i upadł obok mnie, z krwawiącym czołem.

Wyciągnął z kieszeni srebrny pendrive i wsunął go do mojego płaszcza.

„Maya, słuchaj mnie” — wyszeptał, a jego oczy były szeroko otwarte z desperacją. „Oni nie przybyli tutaj, żeby uratować prezydenta.

Przybyli tutaj, żeby upewnić się, że nigdy nie podpisze obejścia.

A rozkaz pochodzi z wnętrza jego własnego gabinetu”.

Drzwi pasażera przewróconego SUV-a zostały wyrwane od zewnątrz.

Zamaskowany mężczyzna sięgnął do środka, ale James był szybszy.

Chwycił napastnika za nadgarstek i gwałtownie go wykręcił, aż kość trzasnęła, po czym wyrwał broń z jego kabury.

James oddał dwa strzały, oczyszczając natychmiastowe zagrożenie, i wydostał się na zewnątrz, ciągnąc mnie za sobą.

Prezydent jęknął, przygnieciony pod zawalonym siedzeniem.

„Idźcie” — wysapał, z posiniaczoną twarzą.

„James… masz pendrive. Zabierz ją do zabezpieczonego serwera na Manhattanie. To rozkaz”.

„Nie zostawimy pana, panie prezydencie” — warknął James, próbując odsunąć od niego siedzenie.

„Nie masz wyboru!” — ryknął prezydent, kaszląc.

„Jeśli zdobędą ten pendrive, przepiszą protokoły obronne. Kraj zostanie bezbronny. Idźcie!”

Latarki migotały w ciemnym lesie zaledwie pięćdziesiąt metrów dalej. Mężczyźni krzyczeli.

James spojrzał na prezydenta, a potem na mnie. Jego twarz stwardniała.

Chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy w głąb lodowatego, ciemnego lasu przy autostradowym objeździe na Long Island.

Moje płuca płonęły. Gałęzie smagały mnie po twarzy. Każdy instynkt kazał mi się zatrzymać, obudzić z tego koszmaru, ale uścisk Jamesa był moją kotwicą.

Biegliśmy, aż dotarliśmy do bocznej drogi, gdzie stał niepozorny sedan z włączonym silnikiem — pojazd awaryjny, który James potajemnie przygotował.

Wpadliśmy do środka, a James wcisnął pedał gazu do końca. Opony zapiszczały, gdy ruszyliśmy w stronę lśniącej w oddali panoramy Manhattanu.

„Kto to robi, James?” — zażądałam, próbując powstrzymać drżenie rąk. „Kto jest w gabinecie?”

„Wiceprezydent Vance” — powiedział James, zaciskając białe od napięcia dłonie na kierownicy.

„Współpracuje z prywatną koalicją wojskową.

Jeśli system obronny zostanie wyłączony, Vance ogłosi stan wyjątkowy, przejmie władzę wykonawczą i przyzna miliardy dolarów kontraktów obronnych swoim własnym cichym wspólnikom.

Potrzebował kozła ofiarnego. Wybrano twój adres IP, ponieważ jesteś ze mną powiązana.

Gdybym nie zdołał tego powstrzymać, wyglądałbym jak zdrajca, który pozwolił wykorzystać sieć swojej dziewczyny”.

„Czyli całe moje życie… nasz cały związek… był celem?” — Łza spłynęła mi po policzku.

James na chwilę oderwał wzrok od drogi, żeby na mnie spojrzeć. Jego spojrzenie było stanowcze i szczere.

„Nie. Poznanie ciebie było prawdziwe, Maya. Ukryłem swoją pracę, żeby cię chronić. Ale oni i tak się dowiedzieli. I ja to naprawię”.

Przejechaliśmy przez most Queensboro, gdy zegar na desce rozdzielczej odliczał czas.

Siedem minut.

Zatrzymaliśmy się przed niepozornym, pozbawionym okien ceglanym budynkiem w Chelsea — starą stacją przełącznikową telekomunikacji, która mieściła fizyczne połączenie z głównym systemem federalnym.

James ominął klawiaturę zabezpieczającą za pomocą kodu głównego, a my zbiegliśmy po betonowych schodach do ogromnej sali serwerowej, w której panował lodowaty chłód.

„Dokąd idziemy?” — zapytałam, a mój oddech zamieniał się w obłoki pary.

„Do centralnego terminala” — powiedział James, biegnąc w stronę podwyższonej platformy na środku pomieszczenia.

Wcisnął srebrny pendrive do głównej konsoli.

Ogromny czerwony ekran rozbłysnął:

WYMAGANA WERYFIKACJA BIOMETRYCZNA. BLOKADA SYSTEMU ZA: 3:00.

„Jak mamy to zrobić?” — zapytałam.

„Program lustrzany, którego użyli, sklonował unikalny podpis bezpieczeństwa twojego laptopa, który jest powiązany z twoim odciskiem biometrycznym zapisanym na domowym urządzeniu.

System główny potrzebuje rzeczywistego skanu twojego odcisku, aby potwierdzić, że jesteś uprawnionym administratorem wyłączającym nieautoryzowany węzeł”.

James wskazał świecącą szklaną płytkę.

„Połóż tam rękę”.

Przyłożyłam dłoń do szkła.

Niebieski laser przesunął się po mojej skórze.

DOSTĘP ODRZUCONY. NIEPRAWIDŁOWE DANE UWIERZYTELNIAJĄCE.

Moje serce zamarło.

„Co? Dlaczego to nie zadziałało?”

„Transfer sieciowy… oni aktywnie blokują sygnał z twojego routera w mieszkaniu” — zorientował się James, a w jego głosie pojawiła się panika, gdy gorączkowo pisał na klawiaturze.

„Odizolowali twoją domową sieć. System nie rozpoznaje cię jako lokalnego właściciela”.

Nagle ciężkie stalowe drzwi serwerowni syknęły i otworzyły się.

Do środka weszło trzech uzbrojonych mężczyzn, prowadzonych przez człowieka w nieskazitelnym szarym garniturze.

To był sekretarz bezpieczeństwa krajowego Miller — jeden ze wspólników Vance’a.

„Odsuń się od konsoli, James” — powiedział Miller, a jego głos zimno odbił się od szumu serwerów.

„Wiceprezydent już przejął tymczasową władzę.

Pojazd prezydenta został zgłoszony jako ‘zaginiony w nieszczęśliwym wypadku’. To koniec”.

James stanął przede mną, powoli unosząc ręce.

„Nie ujdzie ci to na sucho, Miller. Ślad danych jest zaszyfrowany, ale istnieje”.

„Nikt nie będzie szukał śladów, kiedy kraj pogrąży się w chaosie” — uśmiechnął się Miller, wskazując swoich ludzi.

„Zabijcie ich oboje. Niech wygląda to na morderstwo-samobójstwo dokonane przez hakerów”.

Gdy strażnik uniósł karabin, spojrzałam na konsolę.

Licznik wskazywał 0:45.

Zauważyłam mały dodatkowy kabel oznaczony jako Lokalny bypass sieciowy, zwisający tuż pod klawiaturą.

Nie myślałam.

Rzuciłam się pod konsolę i chwyciłam kabel.

„Hej!” — krzyknął Miller.

Strzał rozdarł powietrze, a kula odbiła się od metalowych regałów serwerowych.

James rzucił się do przodu, powalając pierwszego strażnika na ziemię i wdając się z nim w brutalną, desperacką walkę o broń.

Z sercem w gardle wyrwałam główny kabel sieciowy z serwera i wcisnęłam dodatkowy kabel bezpośrednio do awaryjnego portu, całkowicie omijając zablokowany zdalny sygnał.

Ponownie przyłożyłam dłoń do skanera biometrycznego.

Ekran rozbłysnął.

SKAN BIOMETRYCZNY: POMYŚLNY. KLUCZ OBEJŚCIA: ZAAKCEPTOWANY. SYSTEM PRZYWRÓCONY DO STANU BEZPIECZNEGO.

Alarmy ucichły.

Migające czerwone światła zmieniły się w spokojny, stały niebieski blask.

W tej samej chwili główne drzwi ponownie eksplodowały z hukiem.

Tym razem była to jednostka taktyczna lojalnych agentów FBI, prowadzona przez posiniaczonego, ale zdecydowanie żywego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

„Rzućcie broń!” — krzyknął dowódca FBI.

Ludzie Millera natychmiast unieśli ręce, zdając sobie sprawę, że system jest zabezpieczony, a ich przewaga zniknęła.

Miller upadł na kolana, a cała krew odpłynęła mu z twarzy.

James, krwawiąc z rany nad okiem, powoli się podniósł.

Podszedł do miejsca, gdzie wciąż skulona byłam pod konsolą, drżąc.

Wyciągnął do mnie rękę, a na jego zabrudzonej twarzy pojawił się delikatny, zmęczony uśmiech.

„Wszystko w porządku?” — zapytał cicho.

Chwyciłam jego dłoń i pozwoliłam mu pomóc mi wstać.

Rozejrzałam się po agentach federalnych, pokonanych spiskowcach i prezydencie Stanów Zjednoczonych, który skinął mi głową z ogromną wdzięcznością.

„Nic mi nie jest” — wyszeptałam, biorąc długi, głęboki oddech.

„Ale w przyszłe Święto Dziękczynienia zamawiamy jedzenie na wynos. I ty zmywasz naczynia”.