„Potrzebuję kluczy do mieszkania w Soczi” — zażądała narzeczona byłego męża.

Lena rzadko brała pracę do domu, ale zbliżał się koniec miesiąca i trzeba było przyspieszyć tempo.

Poza tym przeziębienie trochę się przeciągnęło, wprowadzając korekty w terminach oddania sprawozdawczości.

I teraz Lena siedziała przy biurku swojego syna, ucznia, i przeglądała dokumenty służbowe.

„Dobrze, jeszcze trochę i urlop.”

„Pojedziemy z synem nad morze, ja zapomnę o pracy, a on o tym, że przed nim ostatnia klasa i trzeba przygotowywać się do egzaminów” — mruknęła i zabrała się za sprawdzanie rachunków.

Jednak popracować się nie udało: nagle zadzwonił dzwonek do drzwi — natarczywie, jakby ktoś wiedział, że Lena jest w domu.

Kobieta drgnęła, odłożyła papiery i poszła otworzyć.

Syn był u babci, kurierów nie oczekiwała, dlatego usłyszeć dzwonek o takiej porze było trochę dziwne, a nawet trochę straszne.

„Kto tam?”

„Swoi.”

„Otwórzcie” — rozległ się kobiecy głos.

Lena spojrzała przez wizjer: za drzwiami stała blondynka, która bardzo kogoś jej przypominała.

„No, w każdym razie to nie facet, chyba bezpiecznie” — pomyślała Lena i otworzyła.

Przyjrzawszy się, Lena zrozumiała, że na progu stała Katia — nowa dziewczyna Igora, byłego męża Leny.

Była wysoka, z wyzywająco jaskrawą szminką i w drogim płaszczu, który, jak Lena zauważyła w duchu, wyraźnie nie pasował do dochodów Igora.

I po co ją tu przyniosło o takiej porze?

„Czemu zawdzięczam wizytę?” — powiedziała chłodno Lena, nie zapraszając gościa do środka.

„Wam też dobry wieczór!” — prychnęła Katia, zaglądając do mieszkania.

„Przyniosłam torcik, poczęstujecie herbatą?”

„Jest późno.”

„Jutro muszę wcześnie wstać.”

„Mogę więc poświęcić wam tylko trzy minuty mojego cennego czasu” — sucho odpowiedziała Lena.

Było jej wszystko jedno, że stoją na korytarzu i że sąsiedzi usłyszą ich rozmowę.

W ogóle było jej wszystko jedno: po rozwodzie z mężem wydawało się, że niczego już się nie boi.

„No, skoro jesteście taka niewychowana, to będę mówić wprost: potrzebuję kluczy do mieszkania w Soczi” — bez wstępów zażądała narzeczona byłego męża.

„Igor ma urlop w czerwcu, a ja jestem wolną artystką, więc mogę tam zostać sama aż do sierpnia.”

„Krótko mówiąc, uprzedzam wcześniej: w czerwcu i lipcu mieszkanie w Soczi jest zajęte.”

Lena wpatrywała się w gościa, próbując uświadomić sobie, co właśnie usłyszała, a potem się roześmiała.

Zachciało jej się włożyć jej tort na głowę.

Żeby gość mogła ocenić smak wszystkimi, że tak powiem, włóknami duszy.

„Nie rozumiem, co takiego śmiesznego powiedziałam.”

„Żebym nie musiała jeździć do was dwa razy, załatwmy to od razu.”

„Całkiem możliwe, że uda mi się kupić bilety na koniec maja i przygotować mieszkanie na przyjazd męża.”

„Pobraliście się?”

„Gratuluję” — Lena puściła mimo uszu uwagę Katii.

„Prawie.”

„Nie wiedziałam, że można to zrobić ‘prawie’.”

„Zresztą trzy minuty minęły, proszę wybaczyć!” — prychnęła Lena, zamierzając zamknąć drzwi, ale Katia postawiła stopę na progu, blokując drzwi.

„Rozmowa nie jest skończona!”

„Nie odejdę bez kluczy!” — Katia dosłownie wczepiła się w drzwi.

„Dlaczego miałabym dawać wam klucze?!”

„Kim wy w ogóle jesteście?!”

„I na co sobie pozwalacie?!” — wykrzyknęła Lena, tracąc cierpliwość.

„Jestem prawie żoną Igorka!”

„I mamy prawo do tego mieszkania!”

„Nie!”

„Nie macie!” — Lena szarpnęła drzwi do siebie, ale Katia pociągnęła klamkę w swoją stronę.

Z boku wyglądało to dość komicznie, jak przeciąganie liny.

„Mamy!”

„Bo Igor pracował na to mieszkanie!”

„Tak samo jak wy!”

„A właściwie nawet więcej niż wy!”

„To wspólny majątek!” — wykrzyknęła Katia, błyskając oczami.

Igor i Lena przeżyli razem prawie dwadzieścia lat.

W czasie małżeństwa zdążyli zrobić wiele: urodzić i wychować syna, dorobić się ogródka na przedmieściach, a nawet kupić samochód, żeby do tego ogródka jeździć.

Domek letniskowy został kupiony z nalegań Igora: Lena w ogóle nie lubiła tych wszystkich „prac ziemnych”.

Z przyjemnością spacerowałaby po parku obok domu albo zajmowała się robótkami ręcznymi.

Za to Igorek uwielbiał grzebać w ziemi, próbując wyhodować swoje pomidory, które z jakiegoś powodu ciągle czerniały i się psuły.

Właśnie te pomidory i posiadanie ogródka były kością niezgody dla tej pary.

Lena, zmęczona spędzaniem urlopów z tyłkiem w górze, powiedziała mężowi, że już tak nie chce.

„Jestem zmęczona, Igor.”

„Obejdzie się beze mnie.”

W rezultacie małżonkowie po prostu zaczęli spędzać czas osobno: Igor jeździł do ogródka, łowił ryby, hodował chwasty, a Lena wzięła na sprzedaż ubranka dla psów i spacerowała po parku.

Syn był już dość dorosły i sam wybierał, z kim spędzać weekendy — z ojcem czy z matką.

Tak różne zainteresowania, minimum czasu razem, dorastający syn i inne okoliczności doprowadziły do tego, że z czasem między małżonkami nie zostało już nic wspólnego.

Żeby jakoś przywrócić ogień w związku, Lena postanowiła pojechać z mężem na urlop nad morze.

Wynajęli mieszkanie i spędzili czas całkiem nieźle.

Co więcej, Lenie tak się spodobało, że zapaliła się do pewnego pomysłu.

„Igorku, kupmy mieszkanie w Soczi?”

„Przecież to takie dobre — przyjechać do własnego lokum!”

„Nie płacić innym za wynajem!”

„A kiedy nas nie będzie, można je wynajmować!”

„Lena, czy ty jesteś przy zdrowych zmysłach?”

„Kto będzie pilnował tego mieszkania?”

„Kto będzie je sprzątał po lokatorach?”

„Wzięłam kontakt od właścicielki, która wynajmowała nam mieszkanie.”

„Wszystko z nią omówiłam.”

„Nawet zaproponowała mi pewną opcję, jej koleżanka sprzedaje kawalerkę.”

„No to czemu sama jej nie kupi?”

„Skoro to takie opłacalne?” — Igor uniósł brwi.

„Nie ma pieniędzy.”

„Wszystko idzie na naukę syna i chorego ojca.”

„Aha.”

„Ja znam takie numery, to wszystko przekręt.”

„Nie!”

„Skonsultowałam się z prawnikiem!”

„Sprawdził dokumenty, transakcja jest czysta.”

„Ta osoba naprawdę ma trudności, pilnie potrzebuje pieniędzy.”

„I chce sprzedać dobrym ludziom.”

„Takim jak my.”

„Skąd weźmiesz pieniądze?”

„Włożę spadkowe.”

„Chcieliśmy wymienić samochód!” — Igor spochmurniał.

„I zrobić remont.”

„Remont można robić powoli, bez pośpiechu.”

„A ten samochód jeszcze jeździ!”

„Nie, Igor, chcę kawalerkę w Soczi!”

„To wkład w nieruchomość, w przyszłość!”

„Nasz syn rośnie!”

„Nowy samochód ani remont nic mu nie dadzą, a mieszkanie to aktywo!”

Mimo protestów męża Lena była uparta.

Obliczyła, że inwestycja zwróci się za kilka lat, a potem zacznie przynosić zysk.

Część pieniędzy Lena wniosła z osobistych oszczędności — jej pensja była trzy razy wyższa niż pensja Igora.

Ale decydującym czynnikiem była sprzedaż majątku babci Leny: uzyskane środki poszły na zakup mieszkania.

Igor tylko mruczał pod nosem i krytykował żonę, choć sam nie umiał oszczędzać ani planować budżetu.

Ale Lena w ogóle nie słuchała męża.

W końcu pokłócili się do tego stopnia, że małżonek nie pojechał z Leną odebrać kluczy, a cały urlop spędził w ogródku.

Siedząc na balkonie soczijskiej kawalerki i po raz kolejny nie mogąc dodzwonić się do męża, Lena nagle zrozumiała, że nie chce już do niego dzwonić.

Że jest jej całkiem dobrze tak, w przyjemnej samotności, popijając miejscowe wino i patrząc na zachód słońca.

Wróciwszy trochę wcześniej i dowiedziawszy się, że mąż ma nową sympatię — córkę sąsiadki z ogródków, Katię — Lena natychmiast złożyła pozew o rozwód.

„Lena, no daj spokój.”

„Po prostu obraziłem się na ciebie, że wyjechałaś.”

„Chciałem poczuć się jak mężczyzna.”

„Posiedzieliśmy z nią w altance, usmażyliśmy szaszłyki.”

„No i co w tym takiego?”

„Nasz syn jest już dorosły, dla niego nie będę znosić twoich wybryków.”

„A ta działka stoi mi kością w gardle, tak samo jak sąsiadki łase na cudzych mężów.”

Czy Igor zrozumiał, że Lena mu nie wybaczy, czy Katia naprawdę była ponad miarę chwytliwa, ale Igor więcej się nie spierał i już po miesiącu małżonkowie się rozwiedli.

Majątku nie dzielili: ponieważ główne środki na zakup pochodziły ze sprzedaży majątku babci Leny, a jej wkład w rodzinny budżet był znacznie większy, mieszkanie w Moskwie i w Soczi zostały przy niej.

Igorowi za obopólną zgodą przypadł domek letniskowy i samochód.

Żadne z małżonków nie miało roszczeń, a Lena odetchnęła z ulgą na całe pół roku.

Aż w powietrzu zapachniało wiosną i zbliżającym się urlopem.

„Nie rozumiecie” — ciągnęła Katia, opierając kolano w szparze drzwi i nie pozwalając Lenie ich zatrzasnąć.

„Jeśli nie dacie nam kluczy, złożę pozew o podważenie decyzji!”

„Mam dowody, że Igor też włożył pieniądze w to mieszkanie!”

„Musicie także przekazywać nam połowę pieniędzy uzyskanych z wynajmu w ciągu roku!”

„Jakie dowody?” — zapytała Lena z ironią.

„Paragony ze sklepu spożywczego?”

„Nie śmiejcie się!” — wybuchła Katia.

„Wiem, że dawał wam pieniądze na…”

„Na meble.”

„Nie, nie dawał.”

„Sama wzięłam mu z portfela pięć tysięcy rubli.”

„Wydałam je na szafkę na buty.”

„Jeśli uważacie, że sprawiedliwie jest żądać jej z powrotem, jestem gotowa kupić wam taką samą.”

„Za pokwitowaniem.”

„A teraz wynoście się z mojego domu!”

„Albo wezwę policję” — wycedziła Lena.

„Dobrze.”

„W takim razie zabronię Igorowi widywać się z waszym wspólnym synem.”

„On jest bardzo przywiązany do ojca, przecież wiecie” — Katia zmrużyła oczy.

Lena poczuła, jak w środku zaczyna się w niej gotować wściekłość, ale zmusiła się, by mówić równym głosem.

„Nie odważycie się wtrącać do naszej rodziny i mieszać w to syna!”

„Inaczej znajdę na was sposób.”

„Jeszcze jak się odważę.”

„Igor zrobi wszystko, co mu powiem.”

„On mnie kocha.”

„Igor kocha tylko siebie i swoje pomidory” — ostro odpowiedziała Lena.

„I wątpię, żeby pozwolił wam manipulować sobą ze szkodą dla własnego dziecka.”

„Groźby pozbawienia kontaktu z dzieckiem to nie argument, lecz naruszenie prawa.”

Katia na chwilę się zmieszała, ale szybko wzięła się w garść.

„Dobrze” — syknęła.

„W takim razie opowiem wszystkim, jaka naprawdę jesteście.”

„Że wyrzuciłyście Igora z domu, ogołociłyście go do nitki.”

„Opowiadajcie, dam wam listę słuchaczy” — przerwała Lena.

„Tylko nie zapomnijcie wspomnieć, że przepuszczał pensję w tydzień, a potem prosił mnie o pieniądze na dojazdy.”

„I że nie chciał kupować mieszkania w Soczi, bo marzył o nowym samochodzie.”

„Sam nigdy nie będzie mógł go kupić, bo zarabia grosze!”

„I liczył na moje pieniądze, żeby popisywać się przed wami, moja droga!”

„Ale teraz, wybaczcie, będziecie jeździć starą zagraniczną bryką, skoro się przeliczyłyście i pomyliłyście w wyborze mężczyzny.”

„Współczuję wam, kochaniutka.”

„Mnie po Igorze przynajmniej został syn.”

„A wam on nie może zaoferować nic oprócz swoich ‘jaj’: więcej dzieci na pewno nie planuje.”

„Będziecie z nim hodować pomidory w ogródku aż do otępienia.”

„W obwodzie moskiewskim.”

„A w Soczi jest dobrze i bez was.”

„Wy…”

„Wy jesteście po prostu podła!”

„Jestem realistką” — spokojnie odpowiedziała Lena.

„I bronię swoich interesów oraz interesów mojego syna.”

„A teraz proszę was, opuśćcie moje mieszkanie.”

„I więcej się tutaj nie pojawiajcie.”

„Mam wszystkie dokumenty potwierdzające moje prawa do mieszkania w Soczi, które w spadku przejdzie na syna.”

„Proces już się odbył, a mój były małżonek podpisał wszystkie papiery, że nie ma wobec mnie żadnych roszczeń.”

„Myślę, że nie będzie obdzierał własnego syna i pozbawiał go spadku.”

„Zwłaszcza dla was, zupełnie przeciętnej, niczym niewyróżniającej się chamskiej baby.”

Katia otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale najwyraźniej zrozumiała, że przewaga nie jest po jej stronie.

Prychnęła, odwróciła się i skierowała do wyjścia.

„Jeszcze tego pożałujecie!” — rzuciła przez ramię.

„Wątpię” — odpowiedziała Lena, zamykając drzwi za nieproszonym gościem.

W domu Lena najpierw obiła poduszkę.

Ręce jej drżały, ale w duszy poczuła ulgę.

Obroniła swoje prawo do spokoju i bezpieczeństwa.

Po kilku minutach zadzwonił telefon.

To był Igor.

Nie chciała odbierać, więc Lena odrzuciła połączenie.

„Przepraszam.”

„Nie wiedziałem, że coś takiego zaplanowała” — od razu przyszła wiadomość.

„Następnym razem myśl, z kim się wiążesz” — odpowiedziała Lena i wyłączyła telefon.

Poszła do kuchni, wypiła herbatę rumiankową i wreszcie się uspokoiła.

Przed nią były ciepłe majowe dni i urlop w tym samym mieszkaniu w Soczi.

Teraz mogła być pewna: nikt nie zepsuje jej i synowi wypoczynku.

Za nic na świecie!